|
Alicja Majewska i
Włodzimierz Korcz o przyjaźni
Jesteśmy od siebie uzależnieni
Kobieta nr 41
27.04.2007
Marta Mańko
::
Zobacz artykuł :: str. |1|
2|
On nazywa ją czupiradłem i gadułą, ona
go nieustannie poprawia. Ale bez względu na to, czy siedzą obok siebie w
kawiarni, czy występują na scenie, łączy ich chemia. Nie, nie ta miłosna.
Chemia artystycznej przyjaźni.
Grają razem od 31 lat. W zeszłym roku
oficjalnie świętowali okrągłą rocznicę. Uczcili ją nową płytą. Ale przy
pytaniu, kiedy się poznali, zapada niezręczna cisza ...
- To było mniej więcej wtedy, kiedy urodził się mój syn, w 1981 roku -
przypomina sobie Włodzimierz. - Co ty mówisz! - obrusza się Alicja. - To
było dużo wcześniej!
- Masz rację, pomyliłem się. To musiało być dziesięć lat wcześniej. -
Pamiętam, poznaliśmy się podczas jakiegoś festiwalu. Byłeś wtedy ubrany w
koszulkę w czerwono-niebieską kratkę. Miałeś też granatowy pulower i krawat
- wspomina z zadziwiającą dokładnością piosenkarka i dopytuje: - A kiedy
urodził się Kamil? - W lipcu. Chyba 22? - w głosie kompozytora słuchać
niepewność.
- Jakoś dziwnie, chyba znów coś pomyliłeś ... Skoro byłeś w pulowerku, to
nie mógł być lipiec. Powinieneś sobie te daty wpisać do komórki - Alicja z
uśmiechem strofuje Włodka. Pierwsze skojarzenie Włodka z Alicją to Partita.
Zespół popularny w latach 70., w którym Ala zaczynała karierę.
- Śpiewało tam sześć osób, w tym coś takiego kudłatego. Pamiętam, jak
oglądałem ich występ w warszawskim Teatrze Buffo. Był tam moment, kiedy
trzech facetów i trzy kobiety występują kilka kroków naprzód. Nagle
zorientowałem się, że idzie ich sześcioro, a ja patrzę tylko na Alicję. Ta
dziewczyna miała w sobie coś, co się nazywa osobowość!
Sztuka budowania duetu
Alicja nigdy nie myślała o karierze solistki. Ale śpiewanie w Particie było
wyczerpujące. Jako chórki na koncertach i festiwalach śpiewali nieraz do
białego rana. Laryngolog, specjalista od głosu, zapytał ją podczas wizyty: -
A ma pani drugi zawód? - I poradził: - To może niech się pani na nim skupi.
Nie poddała się. Poszła do innego lekarza. Zrezygnowała z zespołu, zaczęła
współpracę z Włodzimierzem. I odniosła sukces. Dziś o swoim związku z
Włodkiem mówi: "uzależnienie".
- On zna tonacje, w których śpiewam, zna charakter moich utworów, mogę się z
nim spierać, ale Włodek po prostu mnie świetnie zna. Nie wyobrażam sobie
budowania takiej relacji od nowa z innym kompozytorem.
Innego duetu nie wyobraża też sobie Włodzimierz: - Z innymi artystkami
nudziłem się już po kilku recitalach. Wiedziałem, co zrobią, jak zaśpiewają,
jakim trikiem się posłużą. Alka zawsze mnie zaskakuje. Ma w sobie ogromną
dozę świeżości i entuzjazmu. Sztampa nam nie grozi!
W ich artystycznym związku nie ma szefa. Panuje sprawiedliwy podział
obowiązków.
- W sprawach artystycznych rządzę ja, ale w kwestiach organizacyjnych
odpadam. Często przed koncertem przyjeżdżam po Alicję, ona wsiada do
samochodu, a ja pytam: "Alka, gdzie jedziemy?".
W pracy jak w rodzinie
Spędzają w pracy więcej czasu niż w swoich domach. Co na to ich rodziny?
- Moja żona też jest artystką, wie, na czym polega ten zawód. Nie jest o
mnie zazdrosna. Zazdrość w ich duecie jednak jest. I to o kobiety, a
dokładniej o inne artystki współpracujące z Włodzimierzem.
- Tak, jestem zazdrosna - przyznaje Alicja. O Danusię Rinn była najmniej, bo
z nią Włodzimierz współpracował wcześniej. Ale czasu, który kompozytor
poświęcał Edycie Geppert, Katarzynie Skrzyneckiej czy Danusi Błażejczyk w
mniemaniu Alicji było zawsze za dużo.
Dla odmiany Alicja dzielnie kibicuje nowej podopiecznej kompozytora Dorocie
Osińskiej.
- Jest zachwycająca, kiedy zaczyna śpiewać! Ma w głosie coś, czego nigdy
wcześniej nie słyszeliśmy. Niesamowite pokłady emocji, finezję w śpiewaniu i
umiejętność przekazu, czego zwykłe brakuje młodym artystom - tłumaczą oboje.
Otwarcie przyznają, że funkcjonują na prawach rodziny.
- Zdarza się, że Włodek z żoną spędza u mnie święta, a kiedy wyjeżdżamy na
koncerty, nie nocujemy w hotelach, tylko po rodzinie i znajomych - tłumaczy
Alicja.
A Włodek od razu podchwytuje: - Zimą mieliśmy trasę kolędową. Razem ze
Zbyszkiem Wodeckim jeździliśmy po Polsce. W Suwałkach zatrzymaliśmy się u
moich bliskich, we Wrocławiu spa1iśmyu siostry Al " ki, a u siostry Zbyszka
w Katowicach zatrzymaliśmy się na obiad.
- Włodek u mojej siostry ma nawet swój fotel! - śmieje się Alicja.
Czasami trzeba od siebie odpocząć
Wakacje starają się spędzać osobno. W końcu muszą trochę od siebie odpocząć.
Ale na staraniach się często kończy, bo ... nawet w wolnym czasie ciągnie
ich do siebie. Okazało się bowiem, że letnie miesiące spędzają w tej samej
miejscowości nad Bałtykiem. Nie chcą zdradzić jej nazwy, bo to wyjątkowo
odludne miejsce.
- Spotkaliśmy się tam przypadkiem. Ale podczas gdy ja dopiero poznawałam
uroki tego miejsca, Włodek jeździł tam już od 20 lat. Nasze domki były
oddalone od siebie zaledwie o kilka kilometrów - opowiada Alicja.
Często robią wspólne wypady przed koncertem lub po nim. Zwiedzają okolice.
Włodek uwielbia Mazury, Alicja woli południową Polskę.
A góry? Czy Włodzimierz lubi po nich chodzić?
- Nie przepada - odpowiada za niego Alicja, która kiedyś wyciągnęła go na
łażenie po Bieszczadach. - W połowie drogi wymiękł, a jak już doszliśmy,
opadła mgła jak mleko. Nic nie było widać. Chyba się wtedy zniechęcił- oboje
wybuchają śmiechem.
- Jak wracaliśmy z trasy w pobliżu tych twoich Bieszczad, namawiałaś mnie,
żebyśmy tam na chwilę podjechali. Przekonałem cię, że nie warto, bo
musielibyśmy jechać nocą. Pamiętasz?
Alicja potakuje i oboje przypominają ciąg dalszy: Włodzimierz przekonał
piosenkarkę, ale potem była tak smutna, że wrócili w góry ...
Wciąż o tobie myślę
Do domu dojechali późno, ale widok ze szczytu był niesamowity! Nawet kiedy
spędzają czas osobno, myślą o sobie.
Kiedyś Włodzimierz miał poważny wypadek. Połamane kości, problem z
krzepliwością...
Lekarze mówili o moim stanie: "krytyczny". A moja pierwsza myśl, kiedy się
obudziłem, to było: Rety! Przecież za dwa dni gram koncert z Alką, kto jej
będzie akompaniował?!" - wspomina kompozytor.
I pierwsze, co zrobił, to skontaktował się ze znajomym, który potrafił
zagrać piosenki Alicji.
Włodzimierz i Alicja: portret własny
..
Ona mówi do niego: "Włodek". On mówi do niej: ,,Alka".
- Kiedyś było częściej "Alusia" - mówi z udawanym wyrzutem piosenkarka.
Zgodnie przyznają, że bardzo się lubią. - Gdybyśmy się nie lubili, przez 31
lat nie stworzylibyśmy nawet jednej piosenki.
Czasami się spierają. Ich współpraca zdecydowanie nie jest sielanką!
Włodzimierz dzielnie znosi spóźnialstwo Alicji. Nie zawsze jest to łatwe.
Jej ciągłe ,,Już, już, już!" bywa męczące. Do dziś wspomina, jak kiedyś
podczas recitalu Alicja utknęła przed lustrem w garderobie.
- Zacząłem grać piosenkę "Być kobietą", ale Alka nie przychodziła. Widownia
usłyszała wstęp z siedem razy, zanim zdyszana Alicja wpadła na scenę.
Mają za to jedną wadę wspólną: gadulstwo.
- Alka dużo gada przez telefon. Przez 40 minut potrafi nawijać. Ja jej
mówię: "Ile można gadać?!". A ona na to: "Przecież to tylko jedna rozmowa!".
- Nie, to jakaś legenda... Po prostu mam gadatliwych rozmówców!
- Jasne. Wszyscy, którzy gadają z Alką, są gadatliwi - śmieją się. Dużo
cierpliwości wymaga też ... sympatia Alicji do fanów.
- Alka rozdaje autografy wszystkim. Nawet jeśli w kolejce będzie czekało 300
osób, ona zostanie do ostatniej osoby.
- Tak, bo uważam, że danie autografu to najmniejsza i najłatwiejsza forma
sprawienia drugiemu człowiekowi przyjemności.
Z autografami wiąże się wiele zabawnych sytuacji.
- Podszedł kiedyś do mnie maleńki chłopiec, wziął autograf i pyta: ,,A jak
się pani nazywa?". Odpowiadam: "Zapytaj swoją mamusię, ona na pewno będzie
wiedziała" . I co usłyszałam? ,,A, to pani zna moją mamusię?" - wspomina
Alicja.
Jestem. laka Jestem. inna nie będę
Niektórzy o ich piosenkach mówią: niedzisiejsze. Ale im to nie przeszkadza.
Włodek: - Był taki moment, że chciałem Alicję unowocześniać. Ale
zaprotestowała. Powiedziała, że jest, jaka jest. Na tym stanęło. Świat się
zmienia, ale piosenek Alicji Majewskiej czas się nie ima.
Bo Alicja jest, jaka jest i taką ją lubimy.
Marta Mańko
|