Staram się być uśmiechnięta i pogodna
18 września 2007, Nr 218 (2931)
Anna Zalech
 

Zmienia się moda na wykonawców, określone, sezonowe piosenki, Pani jednak ze swoim repertuarem ciągle jest modna i odnajduje słuchaczy w każdym wieku. Proszę zdradzić naszym Czytelnikom ten sekret sukcesu, trwającego przecież już tyle lat?

- Może kluczem do tego sekretu jest to, że moje piosenki nigdy nie były modne. Moda jest czymś, co przemija. Starałam się śpiewać piosenki niemodne, ale dobre. Zabiegałam więc o twórców, którzy to gwarantowali, m.in. Wojciech Młynarski, Magdalena Czapińska, Wojciech Kejne, Włodzimierz Korcz. Dzięki nim mam repertuar, który bez wstydu prezentuję Państwu tyle lat. Takie piosenki, jak chociażby "Wielki targ" Korcza i Młynarskiego, która powstała przecież 20 lat temu, brzmią jak komentarz do najbardziej aktualnych zdarzeń naszego życia.

Często Pani powtarza "To nic, że mamy zmarszczki - ważne, by były one uśmiechnięte". Czy ten uśmiech, który często gości na Pani twarzy, jest właśnie receptą na zachowanie młodego wyglądu, którym może się Pani poszczycić?

- Zawsze się cieszę, gdy słyszę takie słowa. Oczywiście wszyscy się zmieniamy, ja również. "Zmyłką" jest pewnie to, że ciągle mam taką samą sylwetkę i fryzurę. Dzięki Bogu jestem zdrowa i zadowolona z tego, co mam, co sprawia, że się uśmiecham, to zawsze ujmuje lat, a dodaje serdeczności i urody.

Co więc Pani robi, że Pani sylwetka się nie zmienia i jak dba Pani o swoje pięknie, naturalnie wyglądające włosy?

- Jestem w ciągłym ruchu, a to, co lubię jeść - sałaty, śledzik, sushi - nie jest niebezpieczne dla mojej figury, z kolei za słodyczami nie przepadam. Dumna jestem z siebie, bo od paru lat dość regularnie pływam. Jeśli chodzi o włosy, kręcą się naturalnie, co jest niezwykle wygodne. Obcinam je tylko u dobrego fryzjera i używam najlepszych szamponów i odżywek.

Wiadomo, że koncerty, festiwale to nie tylko wybór repertuaru, ale również kreacji. W co najczęściej się Pani ubiera i czy polega Pani na własnym guście, czy też radzi się Pani innych?

- Radzę się innych, ale polegam na własnym guście. Jestem z tych, którzy może nie wiedzą, czego chcą, ale wiedzą, czego nie chcą. Z dziedziny "ciuchów" zawsze opieram się na autorytetach. Ostatnio już dwa lata święci triumfy zaprojektowany przez znanego współczesnego projektanta kostium, który jest czarny jak większość moich ubrań.

Przez szereg lat wylansowała Pani wiele znanych przebojów, takich jak "Jeszcze się tam żagiel bieli" czy "Odkryjemy miłość nieznaną". Czy zdarzyły się w Pani scenicznym życiu jakieś zabawne historie związane z ubiorem?

- Taką niezapomnianą dla mnie historią związaną z ubiorem jest ta z festiwalu w Opolu, bodajże w 1987 roku. Miałam śpiewać piosenkę Korcza i Młynarskiego "Odkryjemy miłość nieznaną". Stwierdziłam, że jest na tyle "lekka, łatwa i przyjemna", że mogę odejść od czerni i być trendy, a trendy było wtedy złoto. Na próbie generalnej pokazałam się w ciasnym, złotym gorseciku, obcisłej złotej spódniczce i złotych, długich butach na koturnie. Orkiestra zawyła, a ja świadoma sukcesu przebierałam się w garderobie, gdy przyszedł Wojtek Młynarski i powiedział: "W porządku, dobrze to wychodzi, ale... masz inny kostium?". Zdruzgotana włożyłam skromny, jasny, "prywatny", aczkolwiek również trendy płaszcz. Do tej pory nie rozumiem, jak to się stało, że wróciłam z Opola do domu z nagrodą.

Dziękuję za rozmowę.
 


STRONA GŁÓWNA

WIĘCEJ ARTYKUŁÓW